spokojnie, na tej stronie na prawde pojawi sie wiecej, ale potrzebujemy jeszcze troche czasu…
tymczasem dziś o 18 będzie można nas posłuchać w radiu Żak(88,8) - nie wiem ile Kazachstanu uda się przemycić, bo audycja jest ogólnie o podróżach, ale będziemy walczyć.
juz jestesmy w lodzi. cali i zdrowi, cwiczymy cierpliwosc opowiadajac kolejny raz o wyjezdzie…
wlasciwie od teraz strona w konstrukcji.
czyli pozdrowienia z ufy. tak, to juz rosja, piekna baszkiria. wszystkie formalnosci zalatwilismy w dwa dni. jak to mozliwe? problem w tym ze nam nigdy by sie to nie udalo - raz jeszcze ogromne podziekowania dla pani Tatiany, magicznie rozwiazujacej wszystkie problemy.
rosja oczywiscie nie tak latwo dala za wygrana i upomniala sie o lade. szczesliwie juz jestesmy po holowaniu, po naradach z tirowcami i po garazowym warsztacie. karmieni blinami, wszedzie wozeni, odpoczywamy, bo jutro ruszamy na moskwe: 1400 w dwa dni - niech zyje lada…
na razie tyle. bliny czekaja:)
i nic bardziej zludnego.zostajemy na nielegalu w kazachstanie - nie chca nas wpuscic do rosji. trzymajcie kciuki, moze zdazymy na poczatek zajec. na razie jedziemy z powrotem do astany wyrabiac papiery, ile to potrwa nie wie absolutnie nikt, ale nie wymagajmy za duzo, skoro i tak ledwo wiedza co mamy zrobic i gdzie.
do szybkiego tym bardziej…
tak, to juz ostatni dzien. jutro opuszczamy ten plaski kraj i ruszamy na podboj najwiekszego miasta Europy, choc nie jej kulturowego centrum - do Moskwy. trzeci rzym przed nami. do polski dotrzemy ok 24 wrzesnia. jak nas wypuszcza rosyjscy celnicy. do szybkiego wiec.
nie, zadnych azjatyckich mafii, zadnych wyglodnialych pasterzy - zyjemy. po prostu dostep do internetu nie jest najlatwiejszy, a i nie staramy sie nadmiernie odpoczywajac od naszych skrzynek mailowych.
mamy sie zdecydowanie dobrze - i my i lada. maja sie tez dobrze barany, ktorych nie jemy, wielblady i osly ktore mijamy, a nawet flamingi. tyle o faunie i wiele wiecej nie bedzie, bo wrazen za duzo, zeby chocby probowac wylowic z tego jakies mysli przewodnie.
obecnie jestesmy w dawnej stolicy - Almatach, skad dojechalismy przez Atyrau, Aktubinsk, Aral, Kizilorde, Szymkient i Taraz. Jutro ruszmy w gory i powoli juz w strone powrotna - na polnoc przez Karagande i Astane.
wszelkie znaki zycia z lodzi czy innych miejsc w ktore was rzucilo, mile widziane!
niech zyja arbuzy.
miał być 27.07, potem 03.08, a potem kolejne dni nadzieji, oczekiwania, nerwów. ale tak tak, oto nadszedł - jutro wyjeżdżamy! godzina 6.00, 09 sierpień roku pańskiego 2007.
więc to jest pożegnanie, choć na pierwszy wpis wypadałoby się raczej witać. postaramy się wrzucić tu coś w trakcie naszej podrózy, jednak całość dokumantacji pojawi się już po naszym (miejmy nadzieję, że taki nastąpi) powrocie.
farewell.